Blog

GŁOWA KLUCZEM DO SUKCESU

Ludzie często myślą, że sukces to taki moment, w którym trzeba się wstrzelić z formą i wystarczy. A tak naprawdę to codzienna praca, której nie widać – mówi w rozmowie z nami Weronika Nowakowska, trenerka mentalna drużyny Gola Bieruń, a w przeszłości czołowa światowa biathlonistka.

Po co w ogóle jest trening mentalny i w czym on pomaga?

Na początku, jeśli ktoś ciężko pracuje i ma talent, to postępy i tak są widoczne. Natomiast im dalej, tym rywalizacja bardziej wyrównana. Wtedy sukces zależy od głowy. Ktoś może powiedzieć, że to czary mary, ktoś przyjdzie, powie, że mogę wszystko i od razu będę mógł wszystko. A tak naprawdę powiedzenie sobie „co mogę?” jest dopiero początkiem pracy. Bardzo chciałabym cofnąć się do początków swojej kariery i mieć tę wiedzę. Czuję, że wówczas wydarzyłoby się jeszcze więcej dobrego w moim życiu i karierze.

Miałaś w swojej karierze takie momenty, kiedy zabrakło ci głowy?

Jasne. W Vancouver w 2010 roku strzelałam bezbłędnie na pierwszej, drugiej i trzeciej strzelnicy, biegłam po srebro, może brąz. Ale na ostatnim strzelaniu popełniłam jeden błąd i przez to zamiast znaleźć się na podium, byłam piąta. Wtedy przez sekundę pomyślałam, że jeśli nie będę mieć karnej rundy, to zdobędę medal. I taka chwila dekoncentracji kosztowała mnie medal olimpijski, którego już nie zdobędę. 

W momencie startu chodzi już tylko o koncentrację na zadaniu, a nie na wyniku. Często powtarzam, że w treningu chodzi o to, by skupić się na marzeniach i wiedzieć, dokąd się dąży. Natomiast w samych zawodach trzeba myśleć tylko o tym, co ma się zrobić, wyłączyć myślenie, zachłanność. Czasem brakowało mi koncentracji.

Gdzie pracujesz jako trenerka od mentalu?

Pracuję w Polskim Związku Badmintona, współpracuję z kadrą narodową i juniorską. Oprócz tego pracowałam indywidualnie z zawodniczkami w strzelectwie, kajakarstwie i oczywiście w biathlonie. Nie obsługuję jednak tylko sportowców, wspieram  także liderów biznesowych. Szczególnie bliska jest mi współpraca z kobietami, choć wymaga innej specyfiki niż coaching grupowy.

A co sądzisz o wyzwaniu, jakie czeka cię Golu?

Bardzo cieszy mnie, że pracuję z młodymi zawodnikami, którzy mają wiele chęci. Z tego powodu mam tutaj mniej pracy, ponieważ często moim zadaniem jest w ogóle wzbudzenie tej chęci do działania. Ludzie często myślą, że sukces to taki moment, w którym trzeba się wstrzelić z formą i wystarczy. A tak naprawdę to codzienna praca, której nie widać.

Młodzież dziś próbuje ominąć tę część i chcą od razu stać się artystami. Ja bardzo lubię codzienne rzemiosło i uważam, że jak ktoś jest świetnym rzemieślnikiem, to ma szansę stać się artystą i gwiazdą. Ale najpierw trzeba rzeźbić. Nad tym pracuję, choć podkreślam, że poziom świadomości w Golu jest naprawdę duży.

A jeśli chodzi o trening mentalny dla piłkarza, to co jest w nim kluczowe?

Tutaj też przede wszystkim chodzi o koncentrację na zadaniach. Jak to się dzieje, że zawodnik ma przed sobą pustą bramkę i nie trafia? To właśnie wina dekoncentracji. Takich myśli, jak na przykład: „teraz!”, „muszę trafić!” albo innej presji.

Moim celem jest pomóc rozwijać potencjał. Mam wykrzesać z nich tyle, ile się da. Recenzją mojej pracy będzie też samopoczucie zawodników. Czasem jest tak, że trener mentalny to jedyna osoba w zespole, która patrzy na nich nie tylko jak na sportowców, ale również jak na ludzi. Więc jeśli będą czuć się dobrze na co dzień, lepiej będą też grać na boisku.

Jak często się spotykacie?

Na razie planujemy spotkania raz na dwa tygodnie. W przyszłości być może będzie to częściej, także w formie online.

Czy ludzie biznesu mają inne potrzeby od sportowców?

Moim zdaniem sport i biznes mają znacznie więcej wspólnych cech, niż mogłoby się wydawać. Tu i tu jest presja wyniku, co przekłada się na pieniądze – także w sporcie. Jest kwestia work-life balance, czyli równowagi pomiędzy pracą a życiem prywatnym.

Generalizując, w biznesie bardziej docenia się samoświadomość, wyznaczenie własnych wartości, a przez to podejmowanie dobrych i racjonalnych decyzji. W sporcie dopiero zaczyna się zwracać na to uwagę.

A jakie są najczęstsze błędy, które popełniają sportowcy?

„Czy ja z małego Bierunia mogę dostać się do wielkiego klubu?”. I zarówno jeśli ktoś myśli, że się nie da i że się da, to w obu przypadkach ma rację. W dzisiejszych czasach, przy ogromnej ilości pokus, których moje pokolenie nie miało, trudniej o pełne zaangażowanie. Telefony, portale społecznościowe są bardzo fajne, ale też ogromnie pochłaniają czas. Młodzi piłkarze zwracają uwagę na to, jakie ubrania noszą ich boiskowi idole, jakie mają fryzury, co posiadają, a często zapominają o tym, ile oni musieli poświęcić, żeby to mieć.

Ważne jest to, co się dzieje w szatni. Często ego kroczy przed zespołem, czyli drużyna ma jakąś gwiazdę, która deprecjonuje innych zawodników. Jeśli jest w niej ktoś, kto nie akceptuje zasad, które w niej panują, to często znajduje sobie inną drużynę lub całkowicie rezygnuje ze sportu. I czasami trener musi podjąć decyzję o tym, żeby taką osobę usunąć z drużyny.

Jednym z przykładów takich zawodników jest Bartosz Kurek. On uważał, że jest większy od drużyny, gdyby nie ja, to byśmy nie wygrali i tak dalej. W konsekwencji trener usunął go z drużyny, tuż po zdobyciu z kadrą mistrzostwa świata i otrzymaniu tytułu najlepszego zawodnika mistrzostw. Trochę czasu zajęła mu zmiana myślenia, ale dzięki temu może dziś być współczesnym mistrzem. Kiedyś lider drużyny mógł gwiazdorzyć, a dziś mistrzowie potrafią docenić wkład w sukcesy całej drużyny i sztabu.

Czy ty spotkałaś na początku swojej kariery takiego „współczesnego mistrza”?

Ja niestety nie. Były osoby, które podziwiałam w różnych sportach, z Polski i zza granicy. Dziś z psycholog sportu Darią Abramowicz często wymieniamy Mikaelę Shiffrin jako modelowy przykład mistrza. Bardzo podziwiam Maję Włoszczowską, która jest wielką profesjonalistką w moich oczach, ale też twardzielką i pracowitym człowiekiem.

A dlaczego Mikaela Shiffrin?

Zdobyła w narciarstwie alpejskim wszystko. Medale mistrzostw świata, igrzysk olimpijskich. Samą rywalizację zaczęła bardzo późno, bo chyba w wieku 15 lat, choć na nartach jeździła od dzieciaka. Ma przy tym bardzo świadomych, prosportowych rodziców. Jej mama jest pedagogiem i znając bardzo dobrze Mikaelę stwierdziła, że jej córka nie będzie od najmłodszych lat startować w zawodach.

To jest totalnie odmienna sytuacja od klasycznego rozwoju sportowca, jednak dziś Mikaela osiąga wspaniałe sukcesy. Nie miałam niestety poznać jej osobiście, natomiast śledzę jej profile społecznościowe, czytam, co pisze, w jaki sposób opowiada o kulisach jej kariery i jest to coś, co bardzo mi się podoba. Ale patrząc na Roberta Lewandowskiego też można stwierdzić, że to współczesny mistrz. Oczywiście wiemy to jedynie z mediów, jednak wiele wskazuje na to, że to sportowiec sumiennie pracujący w zgodzie z własnymi wartościami.

Dziękuję za rozmowę